flajauej blog

Twój nowy blog

mam obrzydliwa ochote na ciasto rabarbarowe, najlepiej tartę, napchaną rabarbarem, jabłkami i borówkami……….

to smutne że trzeba czekac do lata.

why oh why are women so hateful, ungrateful so horrible and why do I hate them so much…

and why oh why are men so stupid, so dumb, so narrow minded and so simple it blows your mind ???

I hate people today, very much.
than you.

zaczynam chorować

z doświadczenia wiem już kiedy nadchodzi taki moment, kiedy oczy chowają się za bardzo ciężkimi i nabrzmiałymi powiekami, w gardle sucho, w krzyżu łupie, a im dalej od ciała – tym kończyny bardziej wyziębione … przychodzi czas na chorowanie.

na nic zdadzą się wygrzewanie pod kołdrą – bo kabel zasilacza laptopa za krótki do łóżka i za ciemno na kreatywną pracę, poza tym w łóżku powinno się tonąć w piernatach, a nie topić się pod toną papierów – gdzie właśnie tak wygląda u mnie proces tworzenia i przetwarzania.

z racji kuracji od dermola, nie mogę przyjmować suplementów, więc wszelkie rutinoscorbiny, witaminy i pochodne nie wchodzą w grę. więc pozostaje próbować się wygrzać i nie obrzydzić sobie szpinaku, cytryny, czosnku, imbiru i innych alternatywnych remediów.

idę w pierze.

kolejny dzien narzekania, chciało by się napisać ale w zasadzie to nie o narzekanie chodzi. chodzi o to co za nim stoi.

dzisiejsza kawa z kakao nie smakowała tak bajecznie jak zwykle. a i nawet woda nie współpracowała jak powinna chlustając z czajnika na dywanik (nawiasem, kto do cholery widział kłaść w kuchni dywanik z polpropylenu o fakturze szorstkiej trawy???). skończyły mi się jogurty i nie mogę chwilowo walczyć o odbudowę mojej bariery bakteryjno-lipidowej. … w łazience pralka tłucze się z solidną dawką bawełny.

w odwiedziny przyszedł również kurier, by odebrać dopiero co zakupionego przez nas laptopa. zapakował go (ją w zasadzie) w dywan powietrznej folii i zakleił karton. ten sam kurier co wczoraj – wczoraj przywiózł połowę zasilacza. brakowało tylko kondolencji od dell’a wystosowanych do mnie i naszego portfela z racji wadliwości ich „systemu”.

i w zasadzie można by napisać, że chwała bogu – toster działa i mam kontakt ze światem nawet za cenę charkotu wentylatora przypchanego 6letnim kurzem i przegrzewającej się obudowy (ciekawe czy istnieje taka możliwośc żeby się stopiła?). ale z drugiej strony…

z drugiej strony – czyli co za tym wszystkim stoi, to przewrotność naszego losu. kiedy szczęście sypnie pracą, leczeniem, które pomaga, dobrze skłądającymi się zajęciami, miłością i powodzeniem. to za chwilkę jest gotowe do odejścia nie zostawiając ani ksztyny uśmiechu. no tak, zostawia na pewno rachunki xD
I wtedy każda kawa to śmierdząca lura, wkurza dywan, pranie, syrena erki za oknem i wścibskość kuriera „a jednak zasilacz nie pomógł?” … W pracy chce się rzygać, a zajęcia zaskakują niemile.

ot – to tylko życie.

Polska dziadem stoi!
Nawet Apple store ma Moleskine’a! A w PL’u posucha! :( Jest co prawda Czuły Barbarzyńca, ale księgarnia ta nie posiada zapasów :/ Ile razy pragnę czegoś, okasuje się, że to towar juz niedostępny albo wyczerpał się nakład. Oh please!

Na „emejzon” nie zamówię, bo ledwo co orientuję się jak działa allegro! I póki co będe narzekała jak na porządnego Polaka przystało.

ostatni tydzień minął jak wielka nawałnica.
Tosia padła, Przemek mi ją naprawił, zamówiliśmy Adelkę i teraz w zasadzie się do niej przyzwyczajam :]
Szkoła może nie aż tak daje popalić, ale ambicje dają. Kiedy się człowiek do 5 przyzwyczai, ciężko jest z niej zejść, albo przyjąć do wiadomości, że ktoś może uważać, że jednak na nią nie zasługujemy.
Dermatolog mojej matki wyzwała mnie od „znerwicowanych kurczaczków” i nawet mnie się to spodobało, uśmiałam się z tego przeokrutnie. To było przy okazji wizyty, po któej odbyła się pielgrzymka do apteki by wykupić recepty. Kasa z portfela wyparowała, kuracja na najbliższe 3 miesiące jest, pić nie mogę (i bardzo dobrze, bo w sumie ostatnio i tak nie piję). No i oczekuję na efekty.
Tego samego dnia okazało się, że od przyszłego tygodnia zacznę pracę.

A P. nadal nie ma. Ważne rzeczy go omijają, tak samo jak nie mam od kogo odbić moich genialnych pomysłów na to by kupić auto? aparat? … święta matko… Marzy mi sie wejść w życie SWOJE. Nie moje u kogoś, nie z czyjąś pomocą, ale polegajac na sobie. Tylko zapewne przyjdzie na realizację tego marzenia trochę poczekać :/

dzisiaj szliśmy do domu i między podwórkami zaczepiła nas kobieta. przywitała się nachalnie zakrwawioną ręką, twarz też zakrwawiona, ślady na katanie, na bluzce, skrzepnięta krew we włosach. wyłudziła papierosa i zaczęła swe gorzkie żale. córka jej przyłożyła wazonem „czy pani by uderzyła swoją matkę?” „oj słoneczko…”. córka mieszkająca u babci alkoholiczki w mieszkaniu po dziadku, żyjąc obie z renty po zmarłym mężu owej kobiety. mężu, któy zabił się wraz z siedmioletnim synkiem, bratem i wnuczkiem. „rozpierdoliło się auto” córeczka rozcięła jej wazonem ucho, krew się polała. młoda chce być modelką, nosi czarną skózaną kurteczkę i markowe buty. „zajebiste” ale o co poszło? o to, że Natalka nie chodzi do szkoły, babcia ma na to wylane, bo bardziej liczy się zawartość szkła unoszonego do ust. a że 17latki nie lubi kiedy im się próbuje wpoić ideały typu ‚zdobądź wykształcenie’ ‚dupą nie zarobisz’ ‚ogarnij się(…)’ to chlasnęła mamusię nieopodal ciemieni nie bacząc na konsekwencje.

.. ile w tym prawdy, tyle jej.

..

nie chcę dzielić się z nikim moimi przemyśleniami. nie chcę, bo są nieskładne. nie są też dla kogokolwiek zrozumiałe. nie chcę ich tłumaczyć ani uzasadniać.
w końcu nie pyta się człowieka z agorafobią dlaczego przestrzeń go przeraża.

nie podzielę się.

szczyl

Czy w języku staropolskim występowało słowo SZCZYL jako gwarowe lub lekceważące określenie małego wiejskiego chłopca?
Nie udało mi się odnaleźć tego wyrazu w tekstach staropolskich. Jest poświadczony dopiero w XX w.; występuje w tzw. Słowniku warszawskim w znaczeniach: 1) ‘ten, co się zeszczywa pod siebie’ oraz 2) pogardliwie ‘smarkacz, mała dziewczynka’. Natomiast w Słowniku języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego pierwsze znaczenie jest zaopatrzone kwalifikatorem wulgarne, a drugie – z lekceważeniem.

Ekspresywna nazwa szczyl została utworzona od czasownika szczać (etymologicznie spokrewnionego z sikać), który w języku staropolskim funkcjonował jako termin medyczny, odpowiednik łac. sciare. W użyciu były też nazwy osób: szczoch i szczocha oraz szczak (przy czym ten wyraz zmienił później znaczenie na nieosobowe ‘urynał, nocnik’ i przez nocnik został wyparty).

Pierwotnie neutralne szczać, szczoch, szczak, szczyl stawały się wyrazami wulgarnymi, a na ich miejsce pojawiły się nowe: dziecięce siusiać, eufemistyczne sikorka, szczaw, szczawik, por. także siksa (por. jidysz: szikse).

Krystyna Długosz-Kurczabowa, Uniwersytet Warszawski



za poradnią językową PWN

I trust nobody, Love only the ones who deserved it…


  • RSS